OAZA Świętochłowice


INTERNETOWE FORUM RUCHU ŚWIATŁO-ŻYCIE W ŚWIĘTOCHŁOWICACH

#16 2007-06-19 23:12:58

an.Agata

Gość

Re: Żywoty Świętych i Błogosławionych

ŚWIĘTY PATRYK

Urodził się około roku 358 w Taberni, położonej w tej części Brytanii (Anglii), która należała do Cesarstwa Rzymskiego. Ojciec Patryka Kalpurniusz był urzędnikiem cesarskim, później został diakonem. Patryk został w dzieciństwie ochrzczony, ale nie otrzymał chrześcijańskiego wychowania. Gdy miał szesnaście lat porwali go irlandzcy korsarze i sprzedali w Irlandii do niewoli. Przez sześć lat musiał pracować jako pasterz. Wówczas dokonała się w nim odmiana życia. Nauczył się tamtejszego języka i poznał obyczaje panujące na tej wyspie. Po sześciu latach udało się mu zbiec z niewoli, lecz nigdy nie zapomniał już Zielonej Wyspy. Uważał, że jego powołaniem jest głoszenie Ewangelii w Irlandii, dlatego też zdobył odpowiednie wykształcenie w dwóch szkołach misyjnych w północnej Francji. Po śmierci św. Palladiusza, misyjnego biskupa w Irlandii, postanowiono na jego miejsce posłać Patryka. Wyświęcono go na biskupa w roku 432 i wysłano do Irlandii. Apostołował głównie na północy i zachodzie Irlandii, tam gdzie jeszcze nie głoszono Ewangelii. Wkrótce nawrócił wielu wodzów plemion wraz z ich rodzinami i związanymi z nimi ludźmi. W Irlandii nie było wówczas miast, tak jak w Cesarstwie Rzymskim. Dlatego też w miejsce biskupstw i parafii tworzył wspólnoty mnisze początkowo złożone z kapłanów galijskich (dzisiejsza Francja) i brytyjskich, później dołączali do nich księża wywodzący się z Irlandii. Opaci poszczególnych wspólnot byli wyświęcani na biskupów. Św. Patrykowi przypisuje się założenie w roku 444 głównej stolicy biskupiej w Irlandii — Armagh. Św. Patryk gorliwie pracował , ale też doznał wielu przykrości. Nie wszystkim podobała się jego praca, krytykowano go między innymi i za to, że ekskomunikował Korotyka, który napadł z bandą rycerzy na wyspę, zabił wielu tamtejszych mieszkańców, ochrzczonych przez św. Patryka i dużą ich liczbę uprowadził do niewoli. W swojej obronie Święty napisał dzieło Confessio (Wyznanie). Ostatni okres swojego życia spędził nasz Patron w jednej ze wspólnot zakonnych, oddając się modlitwie i praktykom pokutnym. Pełen zasług odszedł do Pana 17 marca 461 roku. Życiorys św. Patryka jest osnuty wieloma legendami. Jedna z nich mówi o czyśćcu św. Patryka. Mianowicie w miejscowości Lough Derg miał zstępować do pewnego zagłębienia (w podziemie) i tam rozmyślać nad karami piekielnymi, doznawanymi przez potępionych. Do tej miejscowości do dzisiaj przybywają liczni pielgrzymi.

Kult św. Patryka był bardzo rozpowszechniony w średniowiecznej Europie. Do dzisiaj jest bardzo żywy w samej Irlandii, która uważa go za swojego głównego patrona, a także w niektórych miejscowościach we Francji. Emigranci irlandzcy jego kult rozpowszechnili w Ameryce Północnej i w Australii. Irlandczycy wypowiadają ciekawe pozdrowienie: „Bóg. Maryja i św. Patryk niech będą z tobą”. Trójlistna koniczyna jest symbolem Irlandii. Św. Patryk posługując się tą rośliną tłumaczył Irlandczykom tajemnicę Trójcy Przenajświętszej.

W ikonografii, od XIV wieku, przedstawiano św. Patryka jako biskupa bez brody (było to wówczas rzadkością), w ornacie, z ręką podniesioną do błogosławieństwa. Od XVII wieku najczęściej występuje z brodą, z wężem u stóp. Według legendy św. Patryk laską Chrystusa (Jego mocą) wypędzał węże z Irlandii, co symbolizowało wyrugowanie pogaństwa z wyspy. Święty trzyma trójlistną koniczynę, obok niego wybucha ogień z ziemi, aby pobudzić pielgrzymów do żalu i pokuty. Św. Patryk robi laską otwór w ziemi, z którego wybuchają piekielne płomienie i dają się słyszeć jęki skargi potępionych (nawiązanie do miejscowości Lough Derg). Św. Patryka uważano za patrona górników, kowali, bednarzy, fryzjerów, a także za opiekuna trzody chlewnej.

Imię św. Patryka zamieszczono w kalendarzu powszechnym Kościoła katolickiego. Jego obchód przypada na dzień 17 marca i ma rangę wspomnienia dodatkowego ze względu na okres Wielkiego Postu. W kolekcie mszalnej wspomina się św. Patryka jako biskupa i apostoła Ewangelii mieszkańców Irlandii. Przez jego zasługi i wstawiennictwo prosimy, aby chrześcijanie zawsze ukazywali światu cuda miłości Bożej. Liturgia Godzin (t. II, s. 1288 — 1289) zamieszcza fragment Wyznania św. Patryka, wzywającego nas do wdzięczności: „Niestrudzenie dzięki czynię mojemu Bogu, który zachował mnie wiernym w dniu mojej próby, tak że dzisiaj mogę z ufnością złożyć w ofierze jako żywy dar moją duszę Chrystusowi, mojemu Panu, bo On mnie zachował od wszelkich utrapień (...) Dzisiaj także mogę wśród narodów, wszędzie, gdzie się znajduję, nieprzerwanie wychwalać i wysławiać Twoje Imię, zarówno w powodzeniach, jak i w przeciwnościach. Cokolwiek zaś mnie spotka czy to dobrego, czy złego, powinienem to przyjąć jednakowo i zawsze dziękować Bogu, który mnie pouczył, abym bez wahania i bezgranicznie wierzył, ze On jest niezawodny i wysłucha mnie”.

Niech św. Patryk umacnia naszą wiarę i uczy nas postawy wdzięczności wobec Boga za Jego wielkie dary nam udzielane.

 

#17 2007-06-23 11:20:17

Berenika

łodyżka

Zarejestrowany: 2007-05-24
Posty: 28

Re: Żywoty Świętych i Błogosławionych

święta Berenika z Antiochii

(wspomnienie 20 kwietnia)

Święta Berenika wymieniana jest razem ze swą siostrą Prosdokią i matką Domniną. Nie wymieniając ich po imieniu Euzebiusz pisze o nich w swej Historii kościelnej, że w czasie prześladowania za Dioklecjana, te mieszkanki Antiochii ukryły się poza miastem, ale wytropione przez żołnierzy, znalazły się w niebezpieczeństwie zniesławienia. Wówczas to matka przedłożyła córkom, iż jedno tylko z tego wyjście pozostaje – ucieczka do Pana. Toteż odwróciwszy uwagę strażników, rzuciły się do płynącej nie opodal rzeki i w niej potonęły.
Tę samą mniej więcej wersję, aczkolwiek po oratorsku wzbogaconą, podjął w mowie ku czci męczennic inny wczesny świadek, antiocheńczyk biskup Euzebiusz z Emezy, a nieco później wielki Jan Złotousty, także antiocheńczyk. I chociaż ich opisy nieco się różnią, to wydaje się, że zaczerpnięte są z tych samych źródeł – z miejscowej, dostatecznie świeżej tradycji oraz z jakiegoś krótkiego przekazu pisemnego. I chociaż nie wymieniają męczennic po imieniu, jest rzeczą oczywistą, że chodzi o te, które wcześniej znalazły się w Breviarium Syriacum.
O nich też w swych pochwałach dziewictwa mówił św. Ambroży, po nim zaś św. Augustyn, który przy tej okazji analizował problem, przez chrześcijan antiocheńskich nie dostrzeżony, przez późniejszych ledwo poruszony: jaka jest moralna i obiektywna wartość czynu, o którym tak się wypowiedział Euzebiusz: Tak to one same życia się pozbawiły. Bez wątpienia dal współczesnych antiocheńczyków męka i śmierć poniesione dla wiary były w praktyce jedynym autentycznym kryterium męczeństwa. Augustyn w ślad za wielu poprzednikami tłumaczy Bożym natchnieniem, ale równocześnie podkreśla z dużym naciskiem, iż świętych w takich porywach naśladować nie wolno. Dalsza ewolucja chrześcijańskiego pojmowania męczeństwa poszła zdecydowanie za tą opinią wielkiego doktora.



Święta Weronika

Jest prawie pewne, że ta święta nigdy nie istniała. Nie występuje ona w Martyrologium Rzymskim, a badania naukowe zawsze zaprzeczały istnieniu św. Weroniki. Nie wspomina też o niej żadna Ewangelia, co także sugeruje, że Weronika jest wytworem tylko legendy.
Jednak wśród wiernych jest bardzo żywa legenda o świętej Weronice, która miała otrzeć twarz Chrystusa w drodze krzyżowej, dzięki czemu otrzymała wizerunek Jego twarzy na chuście. Istnieje podejrzenie, że legenda narodziła się ok. VI wieku jako wytłumaczenie powstania wizerunku twarzy Jezusa, który w tamtych czasach był znany w Kościele, a który dzisiaj przez niektórych jest utożsamiany z Całunem Turyńskim (to jednak jest temat na całkiem inne opowiadanie - zainteresowanym polecam dość liczną literaturę na temat Całunu Turyńskiego).
W legendzie tej w inny sposób tłumaczy się etymologię imienia Weronika. Prawdziwa święta miała mieć imię Berenika lub Beronike, a nowe imię miało pochodzić od słów vera icon, co oznaczało po łacinie "prawdziwy wizerunek (obraz)".
Według jednej z legend św. Weronika była uczennicą Jezusa, a kiedy szedł na Kalwarię, podała mu chustę do otarcia potu.
Inna legenda mówi, że Weronika posiadała chustę z wizerunkiem Jezusa. Pewnego dnia opowiedziała o swoim skarbie wysłannikowi cesarza Tyberiusza i ten wezwał ją do łoża ciężko chorego władcy. Kiedy Tyberiusz, który według legendy miał na głowie gniazdo os, spojrzał na chustę, natychmiast odzyskał zdrowie.
Rozmaitość legend tłumaczy różne sposoby przedstawiania Weroniki w ikonografii. Najczęściej jednak jest przedstawiana z rozpostartą w rękach chustą, na której widnieje oblicze Jezusa; na głowie ma czepiec lub welon.
Św. Weronika ma swoje wspomnienie 4 lutego.
Jest uważana za patronkę księżowskich gospodyń, praczek, tkaczy lnu, handlarzy lnem, bieliźniarek, szwaczek, portrecistów, rzeźbiarzy i fotografów; patronkę dobrej śmierci; wzywa się ją także w przypadkach ciężkiego poranienia i krwotoków.

Ostatnio edytowany przez Berenika (2007-06-23 11:22:11)


"...i zapomnij że jesteś gdy mówisz że kochasz"

Offline

 

#18 2007-07-01 20:49:43

AngelikaM

malutki listeczek

6167966
Zarejestrowany: 2007-03-21
Posty: 60

Re: Żywoty Świętych i Błogosławionych

Św. Stanisław był potomkiem dwóch znanych w Polsce w XVI wieku rodów: ojcem jego był Jan Kostka herbu Dąbrowa z Rostkowa, od 1564r. kasztelan zakroczymski, a matką Małgorzata z Kryskich herbu Prawdzic z Drobnina. Ojciec Stanisława wcale nie należał do najbogatszych ludzi w Polsce lub Europie, jak nieraz podają to niezbyt dokładne życiorysy Stanisława; należy go zaliczyć raczej do średnio zamożnej szlachty mazowieckiej.
     Ojciec Stanisława odznaczał się porywczym i wybuchowym charakterem. Nosił też w sobie ducha rycerskiego, miał wielkie poczucie dumy szlacheckiej i marzył o karierze dla synów. Był też człowiekiem bardzo religijnym i rygorystycznie wychowującym swoich synów. Matka Stanisława była również bardzo religijną niewiastą, wiele więc przyczyniła się do religijnego ukształtowania swoich dzieci.
     W takiej rodzinie w roku 1550 przyszedł na świat Stanisław. Pewne jest, że była to druga połowa roku, natomiast sam dzień 28 października nie jest ustalony z całą pewnością. Miał jeszcze trzech braci: Pawła, Wojciecha i Mikołaja oraz dwie siostry: Annę oraz drugą nieznaną z imienia. Brat Stanisława, Paweł, wspominał po latach: „Rodzice wychowali nas po katolicku, pouczając o dogmatach katolickich. Nie przyzwyczajali nas do przyjemności, postępując z nami surowo. Zaprawiali nas do modlitwy, uczciwości. Wszyscy nas upominali i brali udział w naszym wychowaniu (...) wszystkich czciliśmy i przez wszystkich byliśmy kochani”.
     O dzieciństwie Stanisława oprócz nielicznych wspomnień brata Pawła nie wiadomo dziś prawie nic. Wiadmo, że jego religijność była silnie nacechowana duchem maryjnym. Często mówił o Matce Bożej na sposób dziecięcy i opowiadał o Niej jak o swojej Matce. Z zeznań świadków podczas procesów kanonizacyjnych można wnioskować, że był chłopcem pobożnym, nieco bardziej religijnym od rówieśników. Jednak w tym okresie nie był uważany za świętego, a jedynie za dobrego chłopca.
     Jedno bardzo charakterystyczne wspomnienie z dzieciństwa Stanisława przytacza jego brat, Paweł: „Gdy przy stole rodzinnym siedzieliśmy razem i coś według sposobu świeckiego było opowiedziane nieco za swobodnie, drogi braciszek miał to we zwyczaju, obróciwszy do nieba oczy, tracił przytomność i jak martwy spadałby pod stół, gdyby go ktoś nie pochwycił”. Sprawiło to, że ojciec w czasie przyjęć musiał napominać gości do umiaru w słowach.
     Do 12 roku życia Stanisław wstępne nauki pobierał w domu być może od rodziców lub od kapelana, następne dwa lata on i o rok starszy brat Paweł byli kształceni i wychowywani przez Jana Bilińskiego, a w wieku 14 lat wyjechał na dalszą naukę do Wiednia. W XVI wieku panowała bowiem w Polsce taka moda – młodzież szlachecka masowo wyjeżdżała pobierać nauki za granicą. Innym powodem takiej decyzji Jana Kostki mogła być rozreklamowana szeroka bardzo wysoka jakość systemu wychowawczego jezuitów w Wiedniu, gdzie właśnie polska szlachta najchętniej wysyłała swoich synów.
     W pierwszej połowie lipca 1564r. Stanisław i Paweł Kostkowie wyruszyli z domu rodzinnego w Rostkowie. Do Wiednia przybyli 26 lipca. Zostali umieszczeni w Konwikcie OO. Jezuitów przeznaczonym dla chłopców szlacheckiego pochodzenia, tzw. Collegium Nobilium. Spotkali tu trzech innych Polaków: Jana Tarnowskiego i Bernarda Maciejowskiego – późniejszych biskupów, oraz Mikołaja Lasockiego – późniejszego kanonika krakowskiego.
     Uczniowie zamieszkujący konwikt żyli dokładnie według przepisanego regulaminu, obejmującego zajęcia na każdą godzinę. Nad utrzymaniem porządku i wypełnianiem regulaminu czuwał jeden z ojców jezuitów. Regulamin wymagał od uczniów zupełnego posłuszeństwa w dziedzinie zdobywania nauki, wyrobienia obyczajów i prawdziwej pobożności. Z praktyk religijnych obowiązywała rano i wieczorem modlitwa, codzienne uczestnictwo we Mszy św., wysłuchanie raz w tygodniu konferencji ascetycznej i raz w miesiącu przystąpienie do sakramentów świętych.

W czasie ucieczki z Wiednia Stanisław przyjmuje Komunię z rąk anioła, sklepienie kaplicy św. Stanisława Kostki w kościele św. Joachima w Rzymie
     
     Największe trudności miał Stanisław w dziedzinie zdobywania nauki, ponieważ nie miał odpowiedniego przygotowania. Jednak pilnością osiągnął tak wiele, że pod koniec trzeciego roku należał już do najlepszych uczniów. Przez te trzy lata uczył się łaciny, języka greckiego, a także niemieckiego i włoskiego. Na drugim roku wykładano nauki wyzwolone, a na trzecim – retorykę. Szczególnie na ten ostatni przedmiot kładziono duży nacisk, ponieważ w latach naporu protestanckiego jezuici chcieli dobrze przygotować swoich uczniów do odpierania ataków na Kościół. W tej też dziedzinie szczególnie wyróżniał się przyszły święty.
     W marcu 1565r. cesarz Maksymilian, następca zmarłego w poprzednim roku Ferdynanda, wymówił jezuitom, których nie lubił, użytkowanie domu, w którym mieścił się konwikt. Dlatego też uczniowie musieli znaleźć sobie inne kwatery. Stanisław i Paweł, wraz z wychowawcą Janem Bilińskim i sługą Wawrzyńcem Pacyfikiem, a także kilkoma innymi towarzyszami, a mianowicie: Stanisławem Kostką z Prus, kuzynem świętego, Bernardem Maciejowskim oraz Kacprem Rożniewskim, wynajęli stancję w domu niejakiego Kimberkera, zaciekłego luteranina.
     Trzy lata spędzone w Wiedniu to okres pogłębiania życia religijnego przez Stanisława. Znał tylko trzy drogi: do kolegium, do kościoła i do domu. Prawdopodobnie już w lecie 1565r. zaczął myśleć o wstąpieniu do zakonu. Wolny od nauki czas spęczał na lekturze, modlitwie, kontemplacji. Ponieważ nie miał zbyt wiele czasu na kontemplację w ciągu dnia, poświęcał się jej w nocy, często leżąc krzyżem. Stosował także posty – na przykład wychodził z domu w porze posiłku; biczował się.
     W pierwszej połowie grudnia 1565r. Stanisław poważnie zapadł na zdrowiu. Niestety, przekazy źródłowe nie przekazały nam przyczyny choroby. Można jedynie przypuszczać, że zdrowie jego zostało podkopane przez ascetyczny tryb życia – modlitwy, czuwania nocne, pokutę i pracę, a także przeżycia związane z powołaniem do stanu duchownego i wreszcie nieporozumienia z bratem. O ile bowiem Stanisław prowadził bardzo pobożne życie, o tyle Paweł w Wiedniu zaczął się oddawać jego uciechom. Koledzy stali raczej po stronie Pawła. Po śmierci Stanisława ze łzami w oczach wyznawali, że czasem posuwali się nawet do kopania leżącego krzyżem kolegi.
     Choroba chłopca z dnia na dzień stawała się coraz poważniejsza. Po kilku dniach powołani lekarze wyrazili nawet obawę o jego życie. Stanisław prosił o Wiatyk. Nie spełniono jednak jego prośby. Źródła podają, że Kimberker – luteranin nie wpuścił księdza do domu. Niektórzy historycy uważają jednak, że Paweł i Biliński nie uwierzywszy w możliwość śmierci po prostu nie wezwali księdza. Być może dlatego chory otrzymał pociechę z nieba. Otóż według jego własnej relacji, kiedy był już piewien śmierci, a nie mógł otrzymać Wiatyku, modlił się do św. Barbary, patronki dobrej śmierci, a wtedy ona w towarzystwie dwóch aniołów nawiedziła jego pokój i przyniosła mu Komunię św. W drugiej wizji przyszła do niego Matka Boża i podała mu do rąk Dzieciątko. Faktem jest, że po kilku dniach Stanisław zaczął powracać do zdrowia. Sam uważał, że stało się tak na skutek cudownej interwencji Matki Bożej. W trakcie wizji miał też otrzymać polecenie wstąpienia do Towarzystwa Jezusowego. Po wyzdrowieniu złożył ślub wstąpienia do zakonu.
     Po całkowitym wyzdrowieniu, kiedy zbliżał się koniec nauki, Stanisław przyznał się swojemu spowiednikowi do uczynionego ślubu. Spowiednik, o. Mikołaj Donio, skierował go do ówczesnego prowincjała, o. Wawrzyńca Maggio, który jednak przyjęcie do zakonu uzależnił od zgody rodziców. Chłopiec napisał w tej sprawie do ojca, otrzymał jednak gniewną odmowną odpowiedź. Wtedy Stanisław zaczął szukać innych dróg spełnienia swego ślubu. Przebywający wówczas w Wiedniu o. Franciszek Antonio, kaznodzieja cesarzowej, poradził mu, żeby udał się do Augsburga do Piotra Kanizego, prowincjała Górnych Niemiec. A gdyby i ten nie chciał go przyjąć, niech idzie do samego Rzymu i prosi generała. Przy okazji dał mu też listy polecające.
     Teraz już Stanisław czekał tylko na odpowiedni moment i okazję. Pretekstu dostarczył mu brat Paweł. 9 sierpnia, w sobotę miało miejsce kolejne nieporozumienie między braćmi. Stanisław, który w takich sytuacjach zazwyczaj milczał, tym razem odezwał się spokojnie: „Jeżeli w ten sposób będziesz ze mną postępował, będziesz przyczyną mojej ucieczki i zdasz sprawozdanie rodzicom”. Paweł żartem zachęcił Stanisława do realizacji zamiaru, a on z tego przyzwolenia postanowił skorzystać. Jeszcze tego samego dnia napisał krótki list do Pawła i Jana Bilińskiego, w którym oznajmił, że jest powołany od Boga do zakonu, a ponieważ w Wiedniu nie może zrealizować swoich zamiarów, opuszcza miasto, aby spełnić wolę Bożą. Żegna też obu i prosi, żeby w jego imieniu pożegnali rodziców. Następnego dnia, w niedzielę Stanisław wstał bardzo wcześnie i wyszedł. W kościele jezuitów uczestniczył we Mszy św., przyjął Komunię św., odebrał listy polecające od o. Franciszka Antonio i wczesnym rankiem wyruszył w drogę do Augsburga. Przedtem jeszcze przebrał się w ubogie szaty, być może zamienił się ubraniem z jakimś żebrakiem.
     Ucieczką Stanisława zaniepokojeni byli wiedeńscy jezuici. Napisali do jego rodziców wyjaśniający list, w którym zapewniali, że ani nie brali udziału w przygotowaniach Stanisława do ucieczki, ani w niczym go do niej nie zachęcali. „Ten ostatni [Stanisław] od dwóch prawie lat powziął chęć wstąpienia do Towarzystwa Jezusowego i tak gorąco nastawał, że ledwie mogli mu się oprzeć. Zawsze jednak opowiadaliśmy mu, że nie może być przyjęty, jeno tylko za pozwoleniem ojca (...) Ale on pewnej niedzieli, nie zwierzywszy się nikomu ze swego zamiaru, z miasta uciekł.”

Bronisław Wiśniewski, „Św. Andrzej Bobola i św. Stanisław proszą Maryję o ocalenie Polski", konkatedra na Kamionku
     Paweł i Biliński dopiero po kilku godzinach zaniepokoili się nieobecnością Stanisława. Jednak dopiero wieczorem trafił do ich rąk list pożegnalny. Postanowili wyruszyć w pogoń za nim. Wyruszyli niezwłocznie, to znaczy albo jeszcze tego samego wieczoru, albo następnego dnia rano. Nie udało im się dogonić Stanisława, gdyż prawdopodobnie gonili za nim na drodze do Rzymu, gdy tymczasem Stanisław udał się w inną stronę – do Augsburga. Dopiero następnego dnia Paweł zawrócił w tę stronę. Sam Stanisław tak o tym pisze w jednym ze swoich listów do przyjaciela: „Przebyłem w zdrowiu już połowę drogi. (...) Niedaleko od Wiednia dogonili mnie dwaj moi słudzy, których rozeznałem i przed którymi schowałem się do pobliskiego lasu. W ten sposób uszedłem ich rąk. Przebyłem już wiele wzgórz oraz lasów. Kiedy koło południa pokrzepiłem znużone ciało u przezroczystego źródła, usłyszałem naraz głos kopyt końskich. Podnoszę się i przyglądam jeźdźcowi. Był to mój brat, Paweł. Popuściwszy cugle podąża ku mnie. Koń w pianie, twarz brata rozpalona bardziej niż słońce. Możesz sobie wyobrazić, mój Erneście, w jakim musiałem być wtedy strachu, nie mając możności ucieczki. Stanąłem dla nabrania sił i pierwszy, zbliżając się do jeźdźca, proszę jako pielgrzym o jałmużnę. Zaczął dopytywać się o swojego brata. Odpowiedziałem, że nad ranem tędy przechodził. Na to on, nie tracąc chwili, spiął ostrogami konia i rzuciwszy mi pieniądz popędził w dalszą drogę. Podziękowałem Najświętszej Pannie, Matce mej, i by uniknąć następnej pogoni skryłem się do pobliskiej groty, gdzie przeczekawszy trochę, puściłem się w dalszą podróż.”
     Słowa te potwierdzili potem i Paweł, i sługa Pacyfik, że mieli go na oczach, a go nie poznali. Paweł wyrzucał sobie do śmierci, że wtedy na drodze był jakby oślepiony. Po śmierci Stanisława zeznawał też o. Franciszek Antonio – na podstawie korespondencji lub rozmowy dowiedział się od Stanisława, że w drodze do Augsburga Stanisław otrzymał Komunię św. z rąk anioła, kiedy nie mógł jej przyjąć w kościele protestanckim.
     Stanisław nie zastał w Augsburgu Piotra Kanizego. Dowiedział się, że przebywa on w Dylindze, tam więc skierował swoje kroki i tam na szczęście zastał go. Był to prawdopodobnie początek września. Piotr Kanizy nie chciał go przyjąć do zakonu, bo musiałby sprzeciwić się regule, nie zatrzasnął jednak przed młodzieńcem drzwi. Przyjął go na razie na próbę. Na około trzy tygodnie umieścił Stanisława w kolegium św. Hieronima, który tam z ochotą spełniał posługi kuchenne, usługiwał do stołu, a czynił to z taką troską i pilnością, że zwrócił na siebie uwagę wszystkich. Przyglądając się Stanisławowi Piotr Kanizy podjął postanowienie wysłania go do Rzymu. Zaopatrzony w listy polecające do generała zakonu, Franciszka Borgiasza, wyruszył Stanisław wraz z dwoma innymi młodzieńcami na przełomie września i października w drogę. Na miejsce przybyli 25 października 1567 roku.
     Zatrzymał się w Domu Profesów, znajdującym się w środku Wiecznego Miasta i będącym siedzibą generała zakonu jezuitów. 28 października, po trzydniowym odpoczynku i zdaniu egzaminu zostaje oficjalnie przyjęty do zakonu. Podczas przyjęcia wyraził gotowość, iż będzie oddawał się naukom lub posługom domowym, gotów jest zostać księdzem lub braciszkiem, w tych sprawach poddaje się woli przełożonych.
     W Domu Profesów Stanisław mieszkał do końca roku 1567. W styczniu 1568r. został wysłany do Kolegium Rzymskiego, gdzie przeszedł „trzydziestodniową próbę”. Po tej próbie został przeniesiony do Nowicjatu św. Andrzeja. W tym czasie w nowicjacie przebywało około 40 kleryków, w tym oprócz Stanisława dwóch jeszcze Polaków: Warszewicki i Koziegłowski.
     Stanisław Warszewicki, chociaż wstąpił do nowicjatu kilka tygodni po Stanisławie Kostce, był od niego starszy o 23 lata. Był on poprzednio kanonikiem gnieźnieńskim, zrzekł się jednak godności i nadziei na biskupstwo, aby wstąpić do jezuitów. Między obydwoma Stanisławami szybko zawiązała się serdeczna przyjaźń. Kostka zwierzał się Warszewickiemu ze swoich przeżyć mistycznych, a ten dostrzegał w Kostce młodzieńca o wyjątkowo czystej i pięknej duszy; „...stawał się jego uczniem, przejęty podziwem dla duchowej wielkości Stanisława” – jak pisał Krzysztof Chodkiewicz, autor jednego z żywotów świętego.
     Najbardziej pokrewną duszą dla Stanisława był jego równolatek, który został przyjęty do jezuitów w kwietniu 1568r., późniejszy błogosławiony Rudolf Akwawiwa. Obaj mieli podobne usposobienia i przeżycia. Po śmierci Stanisława Rudolf pierwszy zaczął szerzyć jego kult w nowicjacie i w Rzymie.
     Jeszcze jednym bliskim przyjacielem Stanisława został również jego rówieśnik, bracieszek zakonny Stefan Augusti. Stanisław pokochał go za jego prostotę i dziecięcą pobożność. Jemu powierzał najwięcej osobistych sekretów i tej przyjaźni zawdzięczamy znajomość wielu szczegółów z życia Stanisława.
     Rozkład zajęć w nowicjacie był prosty: modlitwa, praca umysłowa i fizyczna – posługi w domu i w szpitalach, nauczanie religii w kościołach, przynoszenie żywności z Kolegium Rzymskiego, porządki w pokojach, na korytarzach, pomaganie w kuchni, zmywanie naczyń, podawanie do stołu, rąbanie drewna; konferencje mistrza nowicjatu i przyjezdnych gości, dyskusje na tematy życia wewnętrznego i o sprawach kościelnych. Z ćwiczeń duchowych największy nacisk kładziono na modlitwę myślną, potem na rachunek sumienia oraz na czytanie duchowne. Rano więc, przed Mszą św. Stanisław odprawiał razem ze wszystkimi rozmyślania trwające godzinę, do których z reguły przygotowywał się poprzedniego dnia wieczorem. Ulubionym tematem jego rozmyślania była Męka Pańska. Potem uczestniczył we wspólnej modlitwie ze wszystkimi członkami zakonu. Dla osobistej kontroli 2 razy dziennie – 15 minut przed obiadem i 15 minut przed kolacją – dokonywał rachunku sumienia. Na czytanie lektury ascetycznej nie ograniczano czasu. Między innymi czytał Stanisław żywoty świętych i książeczkę „O naśladowaniu Chrystusa”.
      Ważną sprawą w życiu Stanisława było umartwienie. Pościł nie od północy przed Komunią, jak nakazywały ówczesne przepisy, ale już od poprzedniego dnia. Biczował się – za specjalnym pozwoleniem przełożonych – w wigilię dnia św. Wawrzyńca publicznie. Sypiał na podłodze; nawet w ostatniej chorobie konający Stanisław prosił, by go położono na podłodze.
     O jego życiu wewnętrznym tak pisał Stanisław Warszewicki w życiorysie Stanisława: „Brak słów na wyrażenie wzniosłości jego cnót i drogocennych przykładów, którymi odznaczał się jego żywot. Był dla wszystkich wzorem i zwierciadłem doskonałości zakonnej. Niezwykle pokorny, pełen wzgardy względem zaszczytów świata, skromności przedziwnej, w posłuszeństwie dokładny, bez żadnego sprzeciwu względem rozkazów, bez oporu i wahania tak wykonywał otrzymane zlecenia, jak gdyby wyszły z ust samego Boga... Słodki względem innych, twardy i surowy był względem siebie... Ciało trapił ostrymi pokutami. Życie jego było życiem doskonałego zakonnika, jakiego obraz kreślił nam ojciec nasz św. Ignacy w swych konstytucjach. Wszystkie czyny jego były zgodne z regułą. Był tak ściśle zjednoczony z Bogiem, że całe godziny spędzał na modlitwie bez żadnego roztargnienia”.
     W lipcu przyjechał do Rzymu na zaproszenie papieża Pawła V prowincjał Górnych Niemiec, Piotr Kanizy. 1 sierpnia, w uroczystość Matki Bożej Anielskiej, wygłaszał naukę do nowicjuszy u św. Andrzeja. Piotr wybrał za temat nauki rozważanie niespodziewanej śmierci. Mówił, że jeden miesiąc w roku będzie ostatnim w naszym życiu. Który to będzie z 12 miesięcy – nie wiadomo. Dlatego na początku każdego miesiąca należy to sobie uświadomić i każdy miesiąc tak przeżyć, jakby miał on być tym ostatnim. Stanisław słowa te zastosował do siebie dosłownie. Od tej chwili już nie opuściła go myśl o niespodziewanej śmierci. Zwierzył się nawet Stefanowi Augusti, że ma przeczucie, iż ten miesiąc będzie ostatnim miesiącem jego życia. Podkreślił, że chociaż myśl z nauki Piotra Kanizego odnosi się do wszystkich, to dla niego jest głosem samego Boga.
     Był zwyczaj w Towarzystwie Jezusowym, że na początku każdego miesiąca członkowie Towarzystwa ciągnęli jako „losy” imiona świętych. Wylosowany święty był patronem miesięcznym zakonnika, który naśladował go w cnotach, do niego się modlił, w dniu jego święta przystępował do Komunii św. Na początku sierpnia Stanisław wylosował sobie św. Wawrzyńca. Wieczorem w wigilię dnia św. Wawrzyńca, tj. 9 sierpnia poddał się publicznemu biczowaniu w refektarzu, następnego dnia przystąpił do Komunii św., a potem usługiwał w kuchni. Wieczorem poczuł się źle, pojawiła się gorączka. Zawiadomił przełożonych, jak nakazywała konstytucja i położył się do łóżka. Po raz kolejny przy tym oświadczył, że za kilka dni umrze. Przez pierwsze trzy dni choroba nie wyglądała na poważną. Dopiero 14 sierpnia temperatura podniosła się, Stanisława opuściły siły, pojawiły się mdłości, na czoło wystąpił zimny pot połączony z dreszczami, puls bił bardzo nieregularnie, na ustach pojawiła się krew. Stanisław poprosił, żeby położono go na podłodze. Rektor nowicjatu początkowo sprzeciwił się, ale w końcu wyraził zgodę: położono Stanisława na prześcieradle na podłodze i w takiej pozycji przygotowywał się na śmierć. Przede wszystkim poprosił o spowiedź, po czym przyjął Komunię św. i poprosił o Ostatnie Namaszczenie, którego udzielił mu mistrz nowicjatu, o. Fatio. Do ostatniej chwili Stanisław z pełną świadomością przygotowywał się na śmierć. W ostatnich godzinach prosił jeszcze do łóżka kolegów. Gdy mu oznajmiono, że jest noc i koledzy już śpią, prosił obecnych przełożonych, żeby ich w jego imieniu pozdrowili i przeprosili, jeśli współżyjąc z nimi dał im może zły przykład. Potem dziękował Bogu za wiarę i powołanie zakonne, prosił o odpuszczenie grzechów i przyjęcie ducha.
     Tak modlił się trzymając krucyfiks w ręku. Obok klęczeli ojciec Fatio i Stanisław Warszewicki. Głos jego stopniowo cichł i wreszcie około godziny trzeciej godziny nocy z 14 na 15 sierpnia zupełnie zamilkł. „Około trzeciej godziny nocy” w przełożeniu na dzisiejszy zegar oznacza najprawdopodobniej czas tuż po północy, chociaż – przyznać to trzeba – pomimo długich dyskusji, nie można tego terminu uznać za bezwzględnie pewny. Dlatego też niektóre źródła jako datę śmierci Stanisława podają 14 sierpnia.
     Inaczej natomiast przedstawia się sprawa ustalenia przyczyny śmierci. Ta – mimo różnych spekulacji – już na zawsze pozostanie dla nas nieznana.
     Stanisław przebywał w nowicjacie niecałe 10 miesięcy. Przez ten czas ojciec czynił wszystko, żeby wydostać syna z zakonu. Poruszył wszystkie dostępne mu sprężyny. Do Stanisława wysłał list pełen wymówek i gróźb, ale syn odpisał mu, że powinien raczej dziękować Bogu, że wybrał go na swoją służbę. Jeszcze w czasie obrzędów pogrzebowych przybył do Rzymu Paweł z poleceniem ojca, żeby zmusił Stanisława do powrotu do domu. Kiedy jednak Paweł ujrzał, jak wielką czcią otoczony jest jego młodszy brat, doznał tak wielkiego wzruszenia, że było to początkiem jego nawrócenia. U trumny Stanisława, przybranej wbrew zwyczajowi zakonnemu kwiatami, tłumnie gromadzili się ojcowie i bracia jezuici oraz lud rzymski. Modlono się u jego trumny, całowano jego ciało i stopy, zabierano cząstki szat jako relikwie. Generał zakonu Franciszek Borgiasz o świątobliwej śmierci młodego kleryka powiadomił wszystkie prowincje, a zwłoki nakazał wprawdzie pogrzebać we wspólnym grobie, ale tak, aby można było łatwo je odróżnić.

Marmurowa figura św. Stanisława, Pierre Le Gros
     Kiedy w dwa lata po śmierci otwarto grób Stanisława, znaleziono jego ciało zachowane bez żadnych oznak rozkładu. W XVI wieku nie była jeszcze uregulowana prawnie sprawa beatyfikacji, dlatego nie było uroczystości. Często wystarczało, żeby papież nazwał kogoś błogosławionym. W przypadku Stanisława, na skutek starań jezuitów, papież Paweł V 14 sierpnia 1606r. zezwolił ustnie na cześć publiczną Stanisława. Poprzedniego jeszcze roku wydał też zgodę na zawieszenie obrazu Stanisława w kościele św. Andrzeja w Rzymie i na zawieszanie przy nim lamp i wotów. W roku 1670 papież Klemens X zezwolił jezuitom na odprawianie Mszy św. i na odmawianie godzin kanonicznych ku czci Stanisława, a cztery lata później ogłosił Stanisława Kostkę jednym z głównych patronów Korony Polskiej i Wielkiego Księstwa Litwy.
     Już po zezwoleniu ustnym Pawła V na oddawanie publicznej czci Stanisławowi jezuici zaczęli czynić starania o kanonizację. Jednak w 1634r. uległy zmianie przepisy dotyczące tych spraw i w związku z tym sprawa się odwlekła. W 1714 roku papież Klemens XI wydał dekret kanonizacyjny, a samego aktu kanonizacji dokonał jego następca, papież Benedykt XIII 31 grudnia 1726r. Św. Stanisław Kostka był pierwszym jezuitą, który dostąpił chwały ołtarzy.
     Ciało świętego do dziś spoczywa w ołtarzu kościoła św. Andrzeja w Rzymie (S. Andrea al Quirinale). Relikwia głowy znajduje się w nowicjacie jezuickim w Gorheim w Austrii. Cząstkę relikwii sprowadzono też w 1926r. do Rostkowa.
     W celi klasztornej, w której zmarł Stanisław umieszczono wykutą przez Pierre'a Le Grosa w kararyjskim marmurze figurę leżącego świętego. Mimo że od tamtej chwili upłynęło ponad 400 lat, jezuici nadal ozdabiają świeżymi kwiatami pokój i figurę Stanisława oraz jego prywatną kaplicę.
     Św. Stanisław Kostka został patronem diecezji łódzkiej i płockiej, Warszawy, Poznania, Lublina, Lwowa i Gniezna, patronem Polski, a także patronem młodzieży, młodzieży studiującej, nowicjuszy jezuickich, umierających; wzywany jest w przypadku złamań kończyn, chorób oczu i gorączki oraz w przypadku poważnej choroby.
     Pamiątkę świętego obchodzono 13 listopada, ale w 1974r. przeniesiono ją na 18 września, by na progu roku szkolnego uprosić błogosławieństwo dla dzieci i młodzieży.
     W Ikonografii święty przedstawiany jest zwykle w stroju jezuity włoskiego, a więc w płaszczu ze stojącym kołnierzem. Jego atrybuty to lilia symbolizująca czystość, krucyfiks, różaniec i wizerunek Matki Bożej. Równie często święty przedstawiany jest podczas wizji, kiedy Matka Boża wręcza mu dzieciątko Jezus, w wizji, w której św. Barbara przynosi mu Komunię św. lub też kiedy anioł przyniósł mu Komunię podczas ucieczki z Wiednia.
     Słowiańskie imię Stanisław miało oznaczać „stanie się sławny”

Offline

 

#19 2009-01-26 12:22:41

agathe

nasionko

Zarejestrowany: 2008-10-31
Posty: 5

Re: Żywoty Świętych i Błogosławionych

św. Teresa Benedykta od Krzyża (Edyta Stein)

"Ja, Edyta Stein, córka zmarłego kupca Zygfryda Stein i jego żony Augusty, z domu Courant, urodziłam się 12 października 1891 roku we Wrocławiu. Posiadam obywatelstwo państwa polskiego, jestem Żydówką" - tak pisała o swych korzeniach jedna z najwybitniejszych chrześcijanek XX wieku.

Wychowywana w ortodoksyjnym judaizmie, po egzaminie dojrzałości porzuciła wiarę ojców, świadomie wybierając ateizm. Studiowała we Wrocławiu psychologię, historię i germanistykę, a w 1913r. - zafascynowana fenomenologią Husserla - udała się do Getyngi, aby napisać doktorat z filozofii. Podczas I wojny światowej ochotniczo pielęgnowała zakaźnie chorych w lazarecie wojskowym na Morawach. Kiedy w 1916 r. Husserla powołano na uniwersytet we Fryburgu Bryzgowijskim, podążyła za nim, aby obronić pracę doktorską; przez następne lata była jego asystentką. U szczytu kariery naukowej przeżyła przełom duchowy i w 1922 r. przyjęła chrzest. Przez kolejne dziewięć lat nauczała w dominikańskim seminarium nauczycielskim oraz liceum w Spirze, a także pracowała nad kolejnymi publikacjami oraz przekładami filozoficznymi. W latach 1931/32 wykładała w Instytucie Pedagogicznym w Monastyrze.

Rok później wstąpiła do Karmelu w Kolonii, gdzie przyjęła imię Teresy Benedykty od Krzyża. W zakonie kontynuowała pracę nad dziełami filozoficznymi oraz prowadziła studium poświęcone św. Janowi od Krzyża. W 1938 r. złożyła profesję wieczystą, ale wkrótce hitlerowskie prześladowania Żydów zmusiły ją do ucieczki z Niemiec do Karmelu w holenderskim Echt. Aresztowana 2 sierpnia 1942 r. i przewieziona do Auschwitz, została zamordowana - razem z rodzoną siostrą, Różą - w komorze gazowej. Beatyfikowano ją w 1987, a kanonizowano w 1998 roku. Wśród jej rzeczy osobistych, które pozostawiła w klasztornej celi, odnaleziono m. in. akt ofiarowania życia za nawrócenie Żydów.

Beatyfikowana (1 maja 1987), kanonizowana (11 października 1998) i ogłoszona patronką Europy (1 października 1999) przez papieża Jana Pawła II. W Lublińcu, który był jej ukochanym miastem, znajduje się Muzeum św. Edyty Stein oraz kościół pod jej wezwaniem. Wspomnienie liturgiczne Edyty Stein – Święto św. Teresy Benedykty od Krzyża, Dziewicy i Męczennicy, Patronki Europy – jest obchodzone w Kościele katolickim 9 sierpnia.

Ostatnio edytowany przez agathe (2009-01-26 12:24:17)


"... bo to co nas spotyka przychodzi spoza nas"

Offline

 

Stopka forum

RSS
Powered by PunBB
© Copyright 2002–2008 PunBB
Polityka cookies - Wersja Lo-Fi


Darmowe Forum | Ciekawe Fora | Darmowe Fora
mapy polityczne świata cs komenda na pokazanie czas rundy wideo na telefon www.derroaeg.pun.pl www.panoramiczna.pun.pl